Historia, którą opowiem, jest o tym, jak oskarżenie o przemoc domową, zostało użyte w rodzinnym konflikcie o nieruchomość. Młode małżeństwo Bartka i Kamili, zamierza sprzedać swoje mieszkanie w Gdyni i przenieść się do Krakowa, gdzie Bartek został przyjęty na studia doktoranckie z filozofii. Właścicielem mieszkania jest Kamila i otrzymała je od ojca Marka w formie notarialnej darowizny. W lipcu 2014 zawieszają na balkonie baner i pojawiają się pierwsi chętni, aby obejrzeć mieszkanie.

Na balkonie wywiesili baner o sprzedaży Pojawili sie chętni na kupno, aby obejrzeć mieszkanie
Mieszkania nie sprzedali, bo 2-06-2016 Kamila wyszła z mieszkania przez balkon, zsuwając się po balustradzie, nie sięgnęła stopami balustrady balkonu poniżej i spadła. Ktoś zadzwonił po karetkę, wraz z którą zjawiła się Policja, Kamilę odwieziono do szpitala, a Bartka zabrano do aresztu. Po przeszło dwóch latach pobytu w areszcie Bartek został skazany na 15 lat więzienia.
Sąd skazał go za coś, o czym Sąd wiedział, że on tego nie zrobił, bo Sąd sam to ustalił, że tego nie zrobił i ustalenia te zawarł w aktach. Dlatego dziś mogę opisać całą tą historię, łącznie z tym, co zaszło w sądzie. Bartka skazano za to, że miał usiłować zabić swoją żonę wyrzucając ją z balkonu. W wyroku jednak, nie użyto określenia "wyrzucił", ponieważ obustronne badanie DNA dało wynik negatywny, czyli Bartek nie mógł chwycić żony za ubranie i przerzucić przez balustradę balkonu, bo wtedy zarówno pod jego paznokciami, jak i paznokciami żony, która na pewno walczyłaby o życie, znalazłoby się ich wzajemne DNA. Fakt - ustalony również przez Sąd - jest taki, że młodzi tego dnia nie dotykali się. Sąd jednak chciał skazać Bartka, dlatego w wyroku Sąd opisał zdarzenie, nie jako wyrzucenie, ale jako wypchnięcie. Opis zdarzenia jest taki, że Bartek oparł dłonie na barkach stojącej tyłem do balustrady balkonu żony i pchnął ją i dlatego pod ich paznokciami nie było ich DNA. Technicznie wypchnięcie nie było możliwe do wykonania ze względu na to, że:
Sąd posiadał zeznanie Kamili, jakie ta złożyła zaraz po jej upadku w szpitalu:
“Nie wiem, czy mogłam być źle zrozumiana przez kogoś tam na miejscu. Być może ktoś zauważył mojego męża na balkonie i pomyślał, że to on mnie pchnął. Ja nikomu nic takiego nie mówiłam. Nie mogło być takiej sytuacji, że byłam już gotowa do zsunięcia, a mąż mnie pchnął, a ja bym tego nie widziała, bo jak już mówiłam, przed tym zejściem z balkonu odwróciłam się przodem do mieszkania (…) musiałabym męża zobaczyć, a nie było go obok. Nie było go w ogóle na balkonie.”
Żeby skazać Bartka sąd sfałszował w wielu miejscach proces - naruszenia popełnione przez Sąd w procesie Bartka.
Ale wróćmy do samej historii sprzedaży mieszkania i konfliktu, jaki w związku z tym wywiązał się w rodzinie Kamili. Konflikt trwał 3 lata, który w całości Kamila nagrała ukrytą kamerą.
Jest 20-12-2012. W mieszkaniu Kamili i Bartka odbywa się spotkanie rodziny Kamili, na którym oprócz młodych są obecni, ojciec Kamili Marek, matka Ewa oraz babcia Janina. Nie ma jeszcze konfliktu z młodymi. Ojciec Kamili chce wyłudzić od teściowej Janiny jej duże mieszkanie we Wrzeszczu. Po śmierci teścia Tadka, wyrzucił teściową do kawalerki na 5 piętrze, a jej mieszkanie wynajął studentom z pobliskiej Politechniki. Teraz chodzi o to, żeby pani Janina zrzekła się tego mieszkania. Pretekstem jest zapoznanie przez panią Janinę 70-cio letniego pana Stanisława, który jest zagrożeniem, bo - jak argumentuje zięć - wsypie teściowej do napoju narkotyk i nakłoni do zrzeczenia się mieszkania. Aby nie doszło do tej "tragedii", babcia musi swoje mieszkanie oddać. Rozmowa trwała 2 godz - została w całości zarejestrowana przez Kamilę i Bartka - i była praniem mózgu teściowej, choć stwarzała wrażenie rozmowy zatroskanej rodziny. Pani Janina popłakała się:
Ojciec: Niech mama nie płacze, a jeżeli, to przy nas, to i my się popłaczemy.
Babcia: Nie płaczę, ja na razie nie płaczę…
Ojciec: Bo jak się jest rodziną, i sobie tak razem popłaczemy, to nawet, zbliża, mamo. Tak że, jak coś to zapraszam do płakania